Poród w domu: fanaberia czy powrót do natury?

informacje

Autor: Agnieszka Zimmermann

Data modyfikacji: 15.07.2011

dodano: 15.07.2011

- My, niezależne polskie położne przyjmujące porody w domu, nie jesteśmy czarownicami - mówi Irena Chołuj, która od ponad 22 lat uczestniczy w domowych porodach.

Poród w domu: fanaberia czy powrót do natury?

Agnieszka Zimmermann: Rodzimy naturalnie, czyli jak?

Irena Chołuj*: Definicji porodu naturalnego jest wiele. W praktyce poród naturalny jest porodem bez ingerencji medycznych, w warunkach możliwie naturalnych dla rodzącej i w pozycji naturalnej (fizjologicznej) do rodzenia, czyli we wszystkich pozycjach poza pozycją leżącą.

Poza pozycją leżącą? Przecież to jest standard na oddziałach położniczych.

Od maja 2011 r. standard ten jest już nieaktualny! Pozycja leżąca, to pozycja wbrew fizjologii. Ja również przez pierwsze 25 lat mojej pracy tylko w takiej pozycji przyjmowałam porody, co więcej: byłam przekonana, że jest to jedyna słuszna pozycja - tak mnie uczono w Studium Medycznym. Kobiecie powinno się dawać wolność wyboru pozycji, jaką jej ciało podpowiada. To ona powinna decydować, jak rodzić. Ważne, aby kobiety o tym wiedziały. Mają to zapewnione w nowym Standardzie Opieki Okołoporodowej. Fantastycznie byłoby, gdyby i lekarze, i położne stosowali się do zmian, które wyraźnie zapisane są w Zarządzeniu Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej. Dokument ten jasno mówi, że niezależnie od miejsca porodu (również w szpitalu) ważne jest, by dać kobiecie możliwość rodzić naturalnie, a więc między innymi w wybranej przez rodzącą pozycji i bez niepotrzebnych ingerencji.

Co kryje się pod pojęciem „niepotrzebnych ingerencji”?

Chcę podkreślić, że chodzi tu o ingerencje w poród fizjologiczny, który powinien przebiegać naturalnie. Każda kobieta ma swój własny rytm rodzenia. W warunkach szpitalnych najczęstszym powodem tych ingerencji jest przekonanie, że „dobry poród, to szybki poród”. By kobieta urodziła „sprawnie”, w szpitalu wykorzystywane są działania przyspieszające poród (oksytocyna egzogenna, masaż szyjki macicy, przebijanie pęcherza płodowego), które powodują, że skurcze porodowe są „nadfizjologiczne”, mocniejsze. Dziecko jak i kobieta rodząca często sobie z tym nie radzą. Publikacje medyczne wskazują, że nie ma uzasadnienia do przebijania pęcherza płodowego. Stawiam sprawę jasno: nie próbuję podważać kompetencji lekarzy, ale podważam potrzebę ich ingerencji w poród fizjologiczny.

Poród w domu daje więc kobiecie swobodę i poczucie bezpieczeństwa.

Ona jest w swoim miejscu. Własny dom to azyl przed obcością. Tak powinno być w każdym porodzie fizjologicznym niezależnie od miejsca narodzin. Położna, która uczestniczy w porodzie naturalnym, nie dokonuje żadnej ingerencji medycznej. Jeśli stwierdzi, że jest taka potrzeba, to konieczny jest transfer do szpitala.

Pamięta pani swój pierwszy poród przyjęty w domu?

Oczywiście. Moje najstarsze „domowe dzieci” skończyły 22 lata, są przystojnymi młodymi mężczyznami i pięknymi kobietami. Myślę, że warto kiedyś przyjrzeć się dzieciom, które urodziły się w domu. Warto, aby ludzie zobaczyli, że są one zdrowe, silne i zdolne. Może to pokona obraz dzieci „uszkodzonych” i kobiety, która w bólach rodzi w domu, co więcej: podobno umiera, rodząc w domu.

Skąd w świadomości ludzi taki drastyczny obraz?

Od lat 50-tych ubiegłego wieku, a więc w dobie socjalizmu, kobietom kazano rodzić w szpitalu „w imię dobra Polski socjalistycznej, w imię zdrowia i dobra każdej kobiety”. Wmawiano nam, że musimy rodzić w szpitalu, bo tak jest bezpiecznie. Rzeczywistość była inna - szpitale były przepełnione, kobiety leżały na noszach, w salach poporodowych przebywało często 30 położnic, ze szpitala wychodziło się najwcześniej po 5-6 dniach. Kobiety po prostu przyzwyczaiły się do tego, że przy każdym porodzie powinien być lekarz i że to on o wszystkim decyduje. W ich myśleniu utrwaliła się więc wizja porodu jako wydarzenia medycznego.

Pojawia się też zarzut, że domy są siedliskiem bakterii.

Śmieszy mnie taki argument. Może warto zbadać kolonie bakterii zasiedlonych zarówno w domu, jak i w szpitalu. My nie żyjemy w czasach, gdzie nie ma podłóg, bieżącej wody, gdzie brakuje kanalizacji. Gdzie my dzisiaj mamy takie warunki? Kobiety bardzo dbają o porządek w domu. Przez 22 lata tylko raz musiałam nosić wodę do mieszkania rodzącej, ale to była sytuacja wyjątkowa - jak na złość w chwili porodu była awaria i zamknięto wodociąg. Pamiętajmy o tym, że w szpitalu mimo dezynfekcji, mimo sterylizacji, patogenów i tak jest dużo! Każdy z nas przychodzi tam ze swoją florą bakteryjną - dla nas ochronną, dla innych niekoniecznie. Kobieta, jak i noworodek mogą w szpitalu coś „złapać”. Jadąc do porodu domowego zabieram ze sobą sprzęt sterylny. Mam ze sobą wszystko to, co jest niezbędne. Stosuję również płyn do dezynfekcji. Nie rozumiem więc, skąd wynikają takie średniowieczne poglądy. My, niezależne polskie położne przyjmujące porody w domu, nie jesteśmy czarownicami.

Wyślijmy zatem do lamusa takie poglądy i powiedzmy, kim są położne niezależne.

Jesteśmy zrzeszone w sekcji położnych stowarzyszenia Niezależna Inicjatywa Rodziców i Położnych „Dobrze Urodzeni”. Od 1996 r. mamy ustawę zapewniającą nam samodzielność zawodową. Działamy według ściśle określonych zasad, które poparte są wiedzą naukową zgodną z prawem polskim i wytycznymi WHO. Większość położnych ma wykształcenie wyższe, teraz zdobycie dyplomu jest bowiem równoznaczne z ukończeniem studiów na uniwersytecie medycznym. Warto też wiedzieć, że to jeden z wolnych zawodów, tak samo jak zawód artysty, lekarza czy architekta. Niestety w potocznej świadomości położna jest pomocnikiem lekarza czy pielęgniarką. Rola położnej polega na opiekowaniu się kobietą, w przeciwieństwie do na przykład pielęgniarki, która opiekuje się każdym chorym, niezależnie od wieku czy płci. Położne niezależne odpowiadają na potrzeby kobiet, które chcą mieć wybór miejsca i sposobu rodzenia. Jasno jednak trzeba powiedzieć: my nie namawiamy kobiet do rodzenia w domu.

Jak to?

Walczymy o to, aby kobiety wszędzie mogły rodzić w pozycjach wertykalnych i bez niepotrzebnej ingerencji lekarza. Jeśli kobieta nie jest zdecydowana, gdzie ma rodzić, ma wiele wątpliwości, rozterek, to ja na pewno nie będę jej namawiać do rodzenia w domu. Odpowiedzialność z tę decyzję jest wspólna - moja i rodzącej. Ja ponoszę odpowiedzialność za możliwość przyjęcia porodu w domu, a rodzice odpowiadają za swoją decyzje urodzenia poza szpitalem. Decyzja musi być przemyślana i bardzo klarowna. Przed porodem podpisujemy umowę cywilno-prawną, w której zawarte są wszystkie potrzebne elementy, a więc umowa taka mówi m. in. za co odpowiadają rodzice, a za co położna, jakie są nasze wzajemne zobowiązania. Musimy jasno przedstawić sytuację, postarać się przewidzieć sytuacje, które mogą mieć miejsce, stworzyć wspólny Plan Porodu. Musimy mieć świadomość, że mogą zdarzyć się sytuacje, których po prostu przewidzieć się nie da! Te jednak mogą zdarzyć się zarówno w szpitalu, jak i w domu.

Opiszmy hipotetyczną sytuację: wszystko przebiega dobrze, nie występują żadne nieprawidłowości i w domowym zaciszu rodzi się dziecko. Co dalej? Jedziemy z maluszkiem do szpitala?

Na szczęście nie ma już zarządzenia, nakazujące przejazd do szpitala kobiecie, która urodziła w domu zdrowe dziecko. To był absurd. Jeszcze 10-12 lat temu zdarzało się, że kiedy rodząca nie zdążyła na porodówkę, kazano jej z noworodkiem jechać do szpitala - z własnego środowiska wchodzili oni do środowiska szpitalnego, gdzie niemal zawsze panował tłok. Kładziono taką kobietę na oddziale septycznym i tam często dziecko lub ona „łapała” bakterie. Teraz, jeśli kobieta urodzi w domu, zostaje ona z maluszkiem w swoim mieszkaniu. Panie, które urodziły w domu dlatego, że nie zdążyły dojechać do szpitala i chcą się tam znaleźć, mogą wezwać karetkę, która przewiezie je z dzieckiem do placówki medycznej. Pamiętajmy zawsze o tym, że kobieta może wybierać, a wybiera zawsze miejsce dla siebie bezpieczne – instynktownie ale i świadomie. Większość kobiet wybiera szpital - dla nich to jest najlepsze miejsce, bo to miejsce wybrały. Tam czują się bezpiecznie.

Część kobiet wybiera poród w domu, bo one tu właśnie będą czuły się bezpiecznie?

To jeden z powodów. Kobiety kierują się również dobrymi i złymi doświadczeniami koleżanek, znajomych, które rodziły w szpitalu lub w domu. Jest wiele mam, które 2, 3 razy rodziły w szpitalu, a kolejny raz chcą rodzić w domu, gdyż mają złe doświadczenia z hospitalizacji. Tych rodzących mam najwięcej. Miały one poczucie przedmiotowego traktowania, niewłaściwej opieki, stąd ich decyzja o porodzie w domu. Wystarczy wyobrazić sobie sytuację, w której w szpitalu jest tylko jedna lub dwie położne dla kilku rodzących; dodatkowo położne te mają do wypełnienia wiele dodatkowych obowiązków administracyjnych. W warunkach domowego porodu jest jedna lub dwie położne, a jedna rodząca. My współuczestniczymy w rodzeniu w każdej minucie porodu: wspieramy kobietę, pomagamy stosownie do jej potrzeb, czuwamy nad bezpieczeństwem rodzącego się dziecka. Wspieramy również ojca uczestniczącego w porodzie; całą rodzinę na trudnym progu rodzicielstwa, jakim są narodziny dziecka w rodzinnym gnieździe.

Jest pani położną z 47-letnim stażem. Ile maluszków powitała pani na świecie?

Przyjęłam kilkanaście tysięcy porodów, oczywiście należy dodać jeszcze do tej liczby kolejne kilkanaście tysięcy porodów, przy których byłam obecna, ale ich nie przyjęłam, gdyż na przykład zakończyły się po moim dyżurze lub np. cięciem cesarskim. Przyjęłam ponad pół tysiąca porodów domowych. Przekonałam się, że każdy poród jest inny, indywidualny. Nawet jeśli jest to ta sama kobieta, ale przyjmuję jej kolejne dziecko, to jest to poród inny, bo inne jest Nowe Życie, które się rodzi.

Gdy myśli pani o szczególnym porodzie, przypomina się pani...

... każdy poród jest wyjątkowy, szczególny. Jeśli jednak muszę powiedzieć o porodzie szczególnym to chyba jednak o pierwszym porodzie, który 22 lata temu przyjmowałam w domu przy absolutnym braku mojej wewnętrznej zgody na taki wybór rodziców tego dziecka. Przyjmowałam również wszystkich moich wnuków, dwóch z nich rodziło się w domu. Najstarszy z nich jest studentem II roku psychologii, kolejny złożył papiery na wyższą uczelnię, następny z nagrodami dostał się do szkoły średniej, najmłodszy skończył szkołę podstawową. Wnuczka, jedyna zresztą, w tym roku skończyła 5 klasę szkoły podstawowej ze średnią 5,4.

Zdarzają się zabawne historie w porodach domowych?

Oczywiście. Przytoczę dwie, obie związane z wodą. Raz rodząca Agnieszka stojąc przy oknie, poczuła, że pękł pęcherz płodowy. Krzyczy zaskoczona do męża: wody! Ten, bardzo opiekuńczy i przejęty, pobiegł do kuchni i przyniósł żonie... szklankę wody mineralnej. Druga historia wydaje się być zabawniejsza, ale i w niej udział ma mężczyzna. Jedna z moich rodzących postanowiła, że urodzi w wodzie. Nie widziałam przeciwwskazań. Jej wanna była mało wygodna - nie mogła w niej siedzieć, gdyż zsuwała się. Poprosiłam jej męża, aby wskoczył do wanny, usiał za kobietą i był dla niej niejako oparciem. Przejęty szybko rozebrał się i wskoczył do wanny. Maluszek się urodził, wszystko przebiegało świetnie. Kiedy był czas, by opuścić wannę i młody tata miał pomóc żonie wstać podtrzymując ją, mężczyzna wstał i szybko ukucnął z powrotem w wannie krzycząc: „No jak ja mam teraz wyjść, jak ja goły jestem!?” (śmiech).

Jak zmienić obraz porodu w szpitalu? Co zrobić, aby nie było jednej narzuconej pozycji, przedmiotowego traktowania?

Przede wszystkim położne muszą chcieć przemienić same siebie. Muszą zrezygnować z żelbetowych, schematycznych zwyczajów śródporodowego „działania”, dyrektywnego kierowania rodzącą. Lekarze i położne są przyzwyczajeni do standardów postępowania uznanych za jedynie słuszne (ponownie wspominam tutaj czas socjalizmu). Pamiętamy jeszcze czas, gdy ojciec po raz pierwszy widział swoje dziecko dopiero wówczas, gdy ono opuszczało szpital. Chyba, że mamie udało się pokazać „zawiniątko” przez okno. Teraz dziecko rodzi się w rodzinie – w domu czy w szpitalu – zgodnie z wyborem rodziców.

*mgr Irena Chołuj – położna z 47-letnim stażem. Propagatorka porodów naturalnych. Absolwentka Akademii Medycznej.  Przez 19 lat uczyła młode kobiety zawodu położnej. Nadal czynna zawodowo: wykładowca, prelegent na wielu konferencjach i kursach dokształcających dla pracujących położnych. W wielu polskich miastach przekazywała swoje umiejętności zawodowe w ramach dokształcania położnych i lekarzy pracujących w salach porodowych - przyjmowała porody w pozycjach wertykalnych (spionizowanych) i porody w immersji wodnej. Przyjęła na swoje ręce ponad 12 tysięcy porodów szpitalnych i ponad pół tysiąca porodów naturalnych w środowisku domowym. Autorka dwu książek o rodzeniu „Poród w domu” (1992) i „Urodzić razem i naturalnie. Poradnik porodowy dla rodziców i położnych” (2008) oraz wielu artykułów na tematy związane z rodzeniem.

Rozmawiała Agnieszka Zimmermann

Polecane artykuły

Zobacz podobne artykuły: